Podróż W Głąb Rodziny, Czyli 6 Miesięcy Na Filipinach

Przestać biec, zatrzymać się i spojrzeć na siebie

Przyjrzeć się co przez lata się do nas przykleiło

Przestać być spóźnionym o godzinie 6.50

Dać czas dzieciom, aby nabrały kolorów i miały czas zawiesić wzrok na horyzoncie

Zwolnić

Te myśli były pierwsze. Później zaczęła się podróż palcem po mapie i ciąg nierzeczywistych zdarzeń, po czym 8 września 2015 roku wsiedliśmy do samolotu, który poniósł nas do ziemi obiecanej – naszym głównym celem były Filipiny.

Ten czas miał być dla nas. Dla mojego męża i naszych córek – wówczas 9-letniej Roksany i 5-letniej Patrycji. Podjęliśmy decyzję, że w rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym to my będziemy uczyć naszą starszą córkę – uczennicę klasy 4. Wyobrażaliśmy sobie jak to cudownie będzie żyć w spokoju i harmonii na odległych tropikalnych wyspach, na których temperatura nigdy nie spada poniżej 20°C, a woda mieni się wszystkimi odcieniami najładniejszego koloru świata.

Bycie w podróży dawało nam sporo radości i satysfakcji, cudownie było zwiedzać i poznawać nowe miejsca, przenikać i żywić się azjatycką kulturą zaklętą w potrawach pełnych kurkumy i mleka kokosowego. Akcja i reakcja to było coś do czego mimo wszystko byliśmy przyzwyczajeni, dziewczyny sprawowały się wybornie, choć czasem trudy podróży przeraziły by niejednego Europejczyka.

Mimo pośpiechu i zmian miejsc fajnie było wiedzieć, że nigdzie nie musimy być na czas – mieliśmy 6 miesięcy, aby powłóczyć się po świecie. Gdziekolwiek przystawaliśmy tworzyliśmy namiastkę domu – wprowadzaliśmy regularność nauki, posiłków, czasu którym wychodziliśmy na spacery, kąpieli w oceanie. Nie dlatego, że jesteśmy tacy porządni i poukładani, ale czuliśmy, że tak lepiej funkcjonowała nasza rodzina. Dziewczyny lepiej oswajały nowe miejsce i chętniej nawiązywały kontakt z lokalną społecznością. Dodam, że nasz budżet nie zakładał spania w wysokokosztowych lokalizacjach.

Po blisko dwóch miesiącach w podróży postanowiliśmy osiąść na pewien czas na jednej z wysp. Udało nam się wynająć domek, który zawiewał europejskim standardem – był murowany! Zaczęliśmy normalne, jak na zaistniałe okoliczności, życie. To był czas kiedy na 50 m2 spotkały się 4 osobowości. Dość szybko się okazało się, że brak bodźców dostarczanych przez szkołę i intensywne życie spowodowało fale niezadowolenia i nudy. Trudno było się nam przestawić na sytuację „nic się nie dzieje”. Nawet telewizora nie było (sic!). Wyspa miała sporo do zaoferowania, jednak brakowało jej bardzo istotnego czynnika jakim są rówieśnicy. Próby posłania dziewczyn do szkoły i przedszkola spełzły na niczym. Dziś wiem, jak wówczas mało w nas było uwagi i wyrozumiałości. Zabrakło wyobraźni, że one jednak czują i widzą inaczej i że w szkole skupiała się na nich cała uwaga – dla lokalnych dzieci były atrakcją.

Podróż uświadomiła mi jak czasem, oczywiście z dobrych pobudek, stoimy za blisko swoich dzieci nie dając im spojrzeć dalej. Warto sobie przypominać, że to nie tylko moja podróż i każdy z nas odbywa(ł) ją po swojemu. Jakże ważne jest usunięcie się dzieciom z horyzontu, aby mogły same przyjrzeć się uważnie i wybrać w którym kierunku zrobić krok.

W tym czasie dość dobrze udało mi się zaobserwować jak bardzo ruchoma jest granica brania i oddawania odpowiedzialności dzieciom. Kiedy dajesz jej za dużo i nie w odpowiednim momencie powoduje lęk i wycofanie, a kiedy odbierasz odpowiedzialność zostaje bunt, frustrację i sprzeciw. Czas dla mnie jest tą zmianą którą nieustannie wpływa na ustalenie tej granicy, dlatego staram się sprawdzać co jakiś czas gdzie jesteśmy.

W marcu 2016 roku nasz samolot wylądował w Polsce, dziewczynki po kilku dniach wróciły do szkoły i przedszkola. Jak się okazało nasz trud zaprocentował – Roksana ukończyła klasę wyróżnieniem, a Patrycja po dwóch tygodniach od powrotu do przedszkola została przeniesiona do grupy starszaków.

Gdyby nie podróż wiele sytuacji by się nie wydarzyło, sporo pytań pozostałoby bez odpowiedzi, kilka decyzji nadal nie pozostałoby podjętych. Dziś znamy się lepiej i efektywniej spędzamy ze sobą czas. Mamy więcej dystansu do otaczającej nas rzeczywistości, upływającego czasu. Mamy więcej odwagi.

A stojąc pół kroku z tyłu za swoimi dziećmi całkiem dobrze można obserwować ich świat…

 

____________________________

Autorką wpisu jest Katarzyna Anna Łuka, która o sobie mówi tak: „lubię patrzeć na ludzi, szukać ich początku, wydobywać ich talenty i dawać moc zasilającą odwagę. Zawód trenera i coacha jest moją drogą i pasją”.

Kasia prowadzi treningi umiejętności społecznych i życiowych, współpracuje z młodzieżą w Akademii Skutecznego Uczenia. Współpracuje z Urzędami Pracy jako Coach Kariery. Jest też prezesem Stowarzyszenia Moc w Moc, które wspiera rodziców i wychowawców w świadomym wychowywaniu dzieci poprzez prowadzenie Akademii Uważnego Rodzica.