7 Faktów o Ubezpieczeniach Szkolnych

Jak co roku, jesień to czas wyboru odpowiedniego ubezpieczenia dla dziecka. Coraz więcej placówek oświatowych odchodzi od ubezpieczenia grupowego dając rodzicom wolną rękę w tej kwestii. A nawet jeśli szkoła lub przedszkole zdecyduje się na grupową formę, nie ma obowiązku przystępowania do takiego ubezpieczenia. W tym wpisie poszukamy odpowiedzi na kilka ważnych pytań związanych z tematem ubezpieczeń. Jakimi kryteriami powinniśmy się kierować? Jaką wiedzę warto posiadać na temat indywidualnych ubezpieczeń szkolnych, by wybrany przez  nas produkt spełniał nasze oczekiwania? Fakt 1: Ubezpieczenie „szkolne” może mieć charakter GRUPOWY lub INDYWIDUALNY. Ubezpieczenie „szkolne” to nazwa zwyczajowa, a pełna to Ubezpieczenie od Następstw Nieszczęśliwych Wypadków (czyli NNW) dla  wychowanków i uczniów placówek oświatowych. Jeszcze do niedawna było oferowane jedynie za pośrednictwem szkół i przedszkoli wyłącznie w formie grupowej. Rodzic ubezpieczając swoje dziecko akceptował warunki i zakres ubezpieczenia proponowany w placówce. A te nie zawsze odpowiadały jego potrzebom i oczekiwaniom. W ostatnich latach ubezpieczenie „szkolne” jest dostępne także w formie indywidualnej, a klient może samodzielnie wybrać jeden z kilku wariantów według własnych oczekiwań (np. ubezpieczając się on-line). Pozwala to na niezależność od rekomendacji ze strony na przykład Rady Rodziców, która może brać pod uwagę wysokość składki, a nie sumy ubezpieczenia. Fakt 2: Ubezpieczenie „szkolne” jest DOBROWOLNE Już od kilku lat nie ma obowiązku ubezpieczania dziecka w szkole.  Częstym powodem, dla którego rodzice nie korzystają z formy grupowej, jest niewystarczający zakres ubezpieczenia lub niskie sumy ubezpieczania w stosunku do wysokości składki. Warto, by rodzice bardzo dokładnie zapoznawali się z warunkami ubezpieczenia oraz wyłączeniami określającymi przypadki, w których towarzystwo ubezpieczeniowe nie wypłaci świadczenia, jeśli dojdzie do wypadku. Jeśli te warunki nie są zadowalające, nie ma obowiązku korzystania z takiej oferty. Może skorzystać z innej, indywidualnej,  bardziej dopasowanej do jego potrzeb.  Ofertę szkolną warto porównać z ofertą i warunkami ubezpieczenia indywidualnego. I wybrać korzystniejsze rozwiązanie. Fakt 3: PEŁNA INFORMACJA O UBEZPIECZENIU oraz warunki ubezpieczenia, powinny być udostępnione rodzicom jeszcze przed dokonaniem wpłaty składki na ubezpieczenie Jeżeli w szkole proponowane jest przystąpienie do ubezpieczenia grupowego, to ważnym elementem organizacji tego ubezpieczenia jest umożliwienie rodzicom zapoznanie się nie tylko z ofertą, ale i warunkami ubezpieczenia. Zdecydowanie powinno to mieć miejsce jeszcze przed opłaceniem składki. Precyzyjnie powinna być również podana informacja o procedurze i sposobie zgłaszania wypadków. Dzięki temu rodzice będą mieli pełną wiedzę na temat ubezpieczenia. Najbardziej dostępną formą takiej informacji jest umieszczenie jej na stronie internetowej szkoły, w formie dokumentów do pobrania lub linku do strony z tymi informacjami. Dobrą praktyką jest śledzenie przez rodzica strony internetowej placówki do której uczęszczają dzieci. Jeżeli na stronie placówki nie ma takiej informacji lub w jakikolwiek inny sposób utrudnione jest zapoznanie się z nimi, to być może korzystniej będzie skorzystać z oferty indywidualnej. Zdecydowanie unikajmy kupowania „kota w worku”. Fakt 4: NIE[…]

Read more

Kongres Psychologii Sportu – Seminaria dla Rodziców

UWAGA! Konkurs – przeczytaj do końca! Już 14 – 15 października w Warszawie, odbędzie się Kongres Psychologii Sportu, w trakcie którego podczas wielu wykładów, seminariów i prelekcji dowiedzą się Państwo jak jeszcze lepiej wykorzystywać wiedzę z zakresu psychologii po to aby rozwijać swoich zawodników, poprawić własne wyniki oraz po to aby efektywnie wspierać swoje dzieci w drodze po sportowy sukces.  Kongres, to wydarzenie podczas którego w jednym miejscu w Warszawie spotkają się międzynarodowi eksperci po to aby dzielić się z Uczestnikami swoją wiedzą, doświadczeniem i wynikami swoich badań. Skupimy się przede wszystkim na budowaniu nawyków i mistrzowskim podejściu do: treningu, startu, rytuałów i drużyny. Szczególnie zachęcamy do udziału w seminariach dedykowanych rodzicom: Long-Term Parenting – Rodzicu pamiętaj po co Twoje dziecko trenuje! Prowadzi Wojciech Herra Porażka to nie koniec świata! Jak wspierać młodego sportowca w sytuacjach trudnych. Prowadzi: Zuza Wałach-Biśta Magiczny Trójkąt – Trener – Zawodnik – Rodzic. Prowadzi: Marta Pawlicka Temat przewodni VI Kongresu Psychologii Sportu – Mistrzostwo to sposób myślenia! Czytelników bloga CoachingRodzicielski.PRO zapraszamy do konkursu, w którym do wygrania są dwa bilety na Kongres. Konkurs prowadzimy na naszym profilu na facebooku => zapoznaj się z zasadami i weź udział! Powodzenia!

Read more

Zdrowe podejście do zdrowego żywienia

Czasem słyszę dość modne, ale chyba idealistyczne opinie, że „dziecko wie czego chce”, „świetnie zna swoje potrzeby”, itp. Dla mnie takie twierdzenie jest podobnie błędne, jak skrajnie przeciwny pogląd powszechny kilka pokoleń temu – że dziecko nic nie wie i trzeba mu wszystko włożyć do głowy opierając się na sile rodzicielskiego autorytetu. Cóż, mody mają to do siebie, że popadają z jednej skrajności w drugą. Spójrzmy na praktyczny problem: niechęć do jedzenia owoców i warzyw przez małe dzieci. Z jednej strony, można autorytatywnie kazać dziecku jeść „bo zdrowe” lub nawet w ogóle niczego mu nie tłumaczyć. Z drugiej strony, można uznać, że dziecko wie czego chce, a więc jak nie chce jeść marchewki, jabłka czy buraków, to pewnie tego nie potrzebuje. Są też nieskończone ilości wariantów pośrednich: można dziecko przekonywać, przekupywać, szantażować i wiele, wiele innych. Osobiście wychodzę z następujących założeń: Po pierwsze, dziecko powinno jeść zdrowe rzeczy, bo nie ma ono najmniejszego pojęcia o długoterminowych skutkach niezdrowego jedzenia. Dziecko może świetnie wiedzieć o swoich najpilniejszych potrzebach, ale nie wie nic o tym jak jego decyzje wpłyną na nie za 20 lat. Niektóre dzieci naturalnie lubią zdrowe jedzenie. Ale część dzieci nie lubi. Czy to dowodzi tego, że nie potrzebują one warzyw i owoców? Oczywiście nie. Tak więc metody, które uznają, że dziecko w samo z siebie pozna swoją potrzebę jedzenia zdrowo nie są zbyt praktyczne. Oprócz tego, żeby dziecko jadło zdrowo teraz (cel krótkoterminowy), chcę aby moje dzieci jadły zdrowo jak mnie przy nich nie będzie (cel długoterminowy). Dlatego, o ile kazanie dziecku jedzenia zdrowych rzeczy może pozwolić na osiągnięcie celu krótkoterminowego, to długoterminowego już raczej nie. Oczywiście, czasem można zastosować przekupywanie deserem (gdzieś czytałem, że według osób od filozofii „dziecko wie czego chce” to jest już przemoc), jednak trzeba być świadomym, że to rozwiązanie ma istotne skutki uboczne. Dlatego, moim pośrednim celem jest to, aby jedzenie zdrowo było albo przyjemne albo było pewną normą (a najlepiej jedno i drugie). Co robię, aby było przyjemnie? Przede wszystkim uważam, że przyjemności człowiek może się nauczyć. Jak nauczyłem synów, że jedzenie rzodkiewki jest przyjemne? Pokazałem, że rzodkiewka fantastycznie głośno chrupie („czyja rzodkiewka chrupie głośniej?”), zabawnie szczypie w język oraz jest… zdrowa. Przy czym pojęcie „zdrowy” wytłumaczyłem w taki sposób, aby rzeczywiście dziecko wiedziało, że naprawdę warto być zdrowym ( czyli silnym, zadowolonym i odpornym na małe organizmy zwane bakteriami i wirusami). Tak można z każdym warzywem. Wiele z nich można chrupać, co jest bardzo przyjemne – o czym doskonale wiedzą producenci chrupek i czipsów. Dlaczego dziecko miałoby jeść marchewkę ? Bo pomarańczowa, bo chrupie, bo twarda, bo podłużna, bo ma ostre zakończenie, bo słodkawa… Postawienie marchewki w centrum uwagi dziecka ma jeden gwarantowany efekt: marchewka staje się tematem rozmowy, staje się czymś ważnym. Drugim[…]

Read more

Co zapakować dziecku do szkolnej torby, aby w szkole czuło się dobrze?

Wypuszczamy dziecko z domu do obcego groźnego świata. Nie ma nas przez większość jego dnia, choć pewnie chcielibyśmy posiedzieć pod ławką i pomóc im we wszystkim, odkłócić z kolegami i dodać otuchy w strachu przed nauczycielem. Sami zresztą mamy tego strachu dużo, bo jak ten nauczyciel nie będzie wystarczająco świadomym pedagogiem, a może nie będzie empatyczny? To wtedy co się stanie? A pani woźna, gdy krzyknie na dziecko w szatni? Myślę, że szkolny plecak trzeba zapakować dużo wcześniej niż we wrześniu. Trzeba go pakować każdego dnia, bo dziecko idzie w świat i wyciąga z kieszonek plecaka swoje mocne strony. To poczucie własnej wartości, które w kryzysowych sytuacjach pozwala lepiej ocenić sytuację – czy nauczyciel na mnie krzyknął bo coś źle zrobiłam czy po prostu był zdenerwowany na całą klasę? Jak sobie poradzić z kolegą, który mówi, że mnie nie lubi? To poczucie komfortu w wyrażaniu swoich uczuć i opinii – dziecko, które spokojnie potrafi zakomunikować, że coś mu się nie podoba i źle się z czymś czuje będzie mogło szybciej rozwiązać problem niż to, które wszelkie niedogodności przemilczy a wreszcie nieszczęśliwe wybuchnie płaczem. To poczucie zaufania do dorosłych – o wiele bezpieczniejsze jest dziecko, które ufa, że opiekun zareaguje gdy dzieje mu się krzywda – w trudnej sytuacji zwróci się do nauczyciela i nie będzie pozostawione samo ze swoim smutkiem. (Tu warto pamiętać, żeby uczyć zaufania do wybranych dorosłych – o tym zupełnie inny wpis). W szkole będzie trudno. Będzie nauczyciel, będą zasady, będą dzieci na przerwach i każde z nich ze swoimi emocjami i pomysłami. Będzie niesprawiedliwie, będzie grupowo, więc nie zawsze z odpowiednią uwagą dla dziecka. I ono musi nauczyć się w tym funkcjonować przez kolejne kilkanaście lat (jeżeli dopiero zaczyna). Wiecie co jeszcze będzie w szkole? Będzie długo, będzie nudno, będzie zimno i gorąco, będzie deszcz i obiad na stołówce. I do tych wszystkich sytuacji też dobrze dziecko przygotować, bo w przemoczonych butach i głodna – ja sama źle się czuję i wcale nie chce mi się koncentrować na nauce. Dlatego ważne, żebyśmy zapakowali do plecaka naszych dzieci także takie umiejętności, które pozwolą im odróżnić złość na cały świat od poczucia głodu i wiedzę, co zrobić, gdy zdarzy się coś nieprzewidywanego – jak mokre buty, czy … mokre spodnie. I oczywiście dobre, zdrowe jedzenie – to też musimy pakować każdego dnia.

Read more

Czy lubisz swoje dziecko?

Tak, pytam po prostu, czy lubisz swoje dziecko? Tak zwyczajnie lubisz, jak np. lody albo ciasto. Celowo nie poruszam w artykule tematu miłości. Dywagacje, czym jest miłość i presja związana z jej ważnością i wielkością, mogą uniemożliwiać przyjrzenie się własnemu stosunkowi do dziecka. Jest społeczny „przymus” kochania, dlatego poniżej zachęcam Cię do spuszczenia z tonu… i niezajmowania się tym aspektem relacji. Doceńmy lubienie, bo warto! Z moich obserwacji wynika, że nierzadkie jest zjawisko, w którym rodzice nie doświadczają przyjemności z obcowania z własnym dzieckiem. Nie pytam, czy dbasz o swoje dziecko ani czy bierzesz za nie odpowiedzialność. Nie pytam też o to, czy zapewniasz mu wszystko, co niezbędne do wzrostu i prawidłowego rozwoju… Nie pytam, jak wiele sobie odmawiasz z myślą o dziecku. Pytam, czy je lubisz… Lubisz? Odpowiedź na pytanie może okazać się ciekawą i poznawczą kwestią, jeśli tylko zanurzysz się w swoim, na pewno bogatym doświadczeniu związanym z lubieniem. Przywołaj wszystkie chwile związane z tym, co lubisz. Pomyśl o jedzeniu, które wyjątkowo Ci smakuje, o czynności, którą lubisz wykonywać, o miejscach, do których lubisz jeździć i o przestrzeniach, w których lubisz przebywać. Co w Twoim życiu należy do kategorii „lubię to”? Jakie wzbudza emocje? Jak się wtedy czujesz? Na co masz ochotę? Co wtedy staje się prostsze? Pomyśl o frajdzie i przyjemności, która z tego płynie… Następnie zastanów się, czy podobne uczucie towarzyszy Ci w kontakcie z dzieckiem? Jeśli tak – spróbuj określić, w jakich momentach i co zmienia w Waszej relacji? Jeśli stan lubienia nie towarzyszy Ci w relacjach z dzieckiem, zastanów się, co takiego jest w dziecku, co mógłbyś szczerze polubić? Na pewno istniej wiele takich rzeczy! To tylko kwestia poszukiwań w odpowiedniej perspektywie. Poszukiwań, ale i chęci. Pamiętaj: To, co karmisz (czemu poświęcasz uwagę) – rośnie (rozwija się, wzmacnia). Zerknij na poniższy obraz Gustawa Klimta i spróbuj poczuć atmosferę tej relacji. Oczywiście wiem, że nie jest łatwo skupiać się na pozytywach, kiedy zauważamy u dziecka tyle drażniących zachowań! Dobrze jednak jest wtedy zdać sobie sprawę, że z dużym prawdopodobieństwem są to przywary i Twoje, i drugiego rodzica, o których Twoje dziecko bezczelnie nie pozwala zapomnieć! Odmienna i bardziej wspierająca perspektywa to dostrzeżenie, że dziecko daje Ci szansę na rozwój: nie musisz wychodzić z siebie i stawać obok, żeby z zewnątrz zobaczyć swoje wady; możesz doświadczyć, jak czują się inni w kontakcie z Twoim zestawem cech/zachowań; możesz zyskać dodatkową motywację do zmiany. Dzieci uczą się przez naśladownictwo, zatem pokaż im, jak się zmienić, zamiast wytykać błędy, z którymi często sam sobie nie radzisz! Po co to wszystko? Po co te dywagacje o lubieniu? Jak się czujesz, kiedy idziesz do pracy, którą lubisz? A jak wpływa na Ciebie świadomość, że posiadasz pracę, której niestety, ale nie lubisz?[…]

Read more

36 years later it still hurts – #SuicideAwareness

When I heard about Robin Williams committing suicide, I was sad. When it turned out that Chris Cornell took his life, I was sad. But it was Chester Bennington’s suicide that shocked me. It was the first time in my life that I shed a tear for an artist. Part of my sorrow was related to my memories of Linkin Park’s music being present in my life in my early 20’s, but part of it was due to the fact that six children will never be with their father again. For a moment I imagined my 6 year-old daughter left without me and it was a devastating thought. I felt sorry for the Bennington’s children, and I feel emotional even now, writing this post. This situation reminded me of a message below that was shared* by a friend of mine. Sifaan (that’s my friend’s name) is an adult man, with a wife and a son – a great, loving, and truly amazing family. I’m posting it with his consent. Please, read: I see my friends sharing #SuicideAwareness posts like this… … and my first thought is that if someone I knew was contemplating suicide, the only reason they’d reach out to me is because they want to know the best way to do it (not that I know, but they’d figure I would research it thoroughly). And then I remember that I know about 3 people who have committed suicide. Among many others, they are each missed by his father and mother (my aunt) her sister, father and mother (my cousin) his mother, siblings, widow, and son… Me. I don’t „miss” my father in the traditional sense, because I was very young (3.5 years) and I have very few memories of him. And I don’t even know that my life would’ve been better if he hadn’t done it. I’m certainly not unhappy about how my life turned out: there’s no words enough to thank my Mom for her role, and one of my uncles stepped in as my father figure (I thought of him as my father, was too young to think it unusual that he had a separate room… was a bit of a shock when the news broke that he wasn’t). But there’s this thought that, whatever troubles he was going through, didn’t he love me enough to want to stay alive for me? So, if you are thinking about suicide, please don’t do it. Even 36 years later, it still hurts. The post is a perspective of a child who was touched by his father’s suicide. Below is a link to a post by Tim Ferris (yes, that Ferris, who wrote the „4-hour work week”). Tim shares his story of deciding[…]

Read more

A Falcon That Would Not Fly

I first read this story a day after my employer decided that my role was no longer needed in the organization. Whatever my emotions were, they were immediately replaced with a sense of liberation, and joy. Yes, it hurt to loose my safe harbour. Yes, it was unexpected. But had it not happened, I would not have courage to embark myself on many journeys that led me to where I am now. I remember the king and the falcon every time I need a solid kick n my… past, so I can head towards the future. I hope you enjoy it as well! Read it, share it, and fly! A king once received a gift of two magnificent Peregrine Falcons. He gave the precious birds to a newly appointed royal falcon trainer. A few weeks later, the trainer informed the king that though one of the falcons was flying majestically, the other bird had not moved from its branch since the day it had arrived. The king summoned healers and sorcerers from all the land to tend to the falcon but no one could make the bird fly. So, he offered a reward to anyone in his kingdom who could solve the problem. A farmer came in to try and within minutes, the falcon was flying above the palace gardens. When the king asked him how he did it, the farmer said: „It was very easy, your highness. I simply cut the branch where the bird was sitting.”  

Read more

It was the first time someone hugged him after more than a year.

This is a simple story that moved me. A story told by Chrys* who teaches German in Austria and who is a friend of mine. A story of war and escape, a story of passion for learning. A story of a figurative and literal human touch. The story characters are neither children nor parents, but emotions they shared are of a kind often reserved for the loved ones. And the child-like empathy embedded in this story is what makes me share it with you. And maybe it is something you want to share further – with your family or friends and discuss topics that it touches. Don’t let me hold you back any longer and simply listen to Chrys: This is my new friend, Hussein. He joined recently my German language classes. On day 1 he approached me with vigor and raised eyebrows to say in broken German, but in decisive manner: – Teacher, I want to finish my studies! – When did you start them? – I asked – A year ago. – Where? – In Aleppo, in north Syria… and his eyebrows lowered… – What do you study? – Anesthesiology, a medical specialization. – Great! Did you like it? – I loved it! I was learning so much about our body! But then the soldiers came, asked all male students to come to the main hall. They said we join them or die… – Wow, join the class please! Ι was fascinated, I was sensing his strong motivation! I showed to an empty chair and added “then let’s learn together!” After the class I took him aside, asked him how did he manage to escape. His lips pushed each other and he lowered the head, avoiding my look. – You don’t want to know. You don’t speak their language, that’s better so for you. – … And then? How did you get here? – I had to flee to Turkey, I reached Izmir.  – Could you live there? I was now almost indiscrete, but my curiosity wouldn’t let me. – It was a nightmare teacher… had to work 7 days a week… 10-12 hours a day, collecting oranges, polishing shoes etc., sleeping in a garage…  His shoulders were now hunched. I was speechless for few seconds. Then I kept asking. – And did you go to Greece? – Possible only with those bad guys… (he meant the smugglers) – How much did they ask for the trip? – 1200 dollars per head… had to work 7 months to make it… then reached Chios… With a dinghy boat. We lost 2 on the way. The people in Greece offered me oranges there.  – To collect again? – No, to eat! The rest wasn’t so hard… I like Vienna! I hugged him without thinking about it… He stayed still for a few moments. It was the first time someone[…]

Read more